poniedziałek, 6 lutego 2017

Rozdział I

Naomi:

Cisza i spokój. Stoję sama pośrodku leśnej polany. mam na sobie zwiewną sukienkę. gładzę dłońmi lekki materiał.jest na prawdę bardzo delikatny. dotykam swoich włosów. jak zawsze są długie i proste. przesuwam dłonie w górę. wszystko na swoim miejscu. na włosach ma wianek. ciekawe z jakich kwiatów i kto go dla mnie zrobił. chciałabym zobaczyć się teraz w lustrze. muszę wyglądać jak jakaś rusałka. rozglądam się niepewnie. jest jasno. bardzo jasno. tylko czemu jestem tu sama? może zrobili mi żart i wszyscy się schowali? robię krok do przodu. buty. gdzie ja mam buty? czemu moje stopy są bose? no nic, idę dalej. im szybciej kogoś znajdę tym prędzej dowiem się o co tu wszystko chodzi.
- Panno Benitez?
Gwałtowanie rozglądam się. Czyj jest ten głos? skąd dochodzi? kim jest ta Benitez? Przecież jestem tutaj kompletnie sama. Więc czemu słyszę głos mężczyzny?
- Słyszy mnie Pani?- słyszę, ale nie widzę. Ponownie rozglądam się. i wciąż tylko pusta polana i ja.
- Proszę spróbować otworzyć oczy.- znów ten sam głos. przecież moje oczy są otwarte, nic nie rozumiem. siadam na polanie zdezorientowana. o co tu wszystko chodzi?
- Czemu ona wciąż nie otwiera oczu?- odzywa się drugi głos. ten jest bardzo znajomy.
- panno Mandy robimy wszystko co w naszej mocy, proszę trochę cierpliwości.
- Mandy? - szepcę i wstaję gwałtownie. Mandy to moja najlepsza przyjaciółka. rozglądam się coraz bardziej poirytowana, wciąż jestem sama.
- Naomi? Naomi, jestem tu.
ktoś łapie mnie za rękę. Czuję to, ale nie widzę nikogo ani żadnej dłoni.
- Mandy... ale nie ma Cię tu, nie widzę Cię.- odzywam się cicho.
- o mój Boże!- słyszę spanikowany głos dziewczyny- ona jest ślepa!
oburzam się. przecież to, że jej nie widzę, nie oznacza, że jestem ślepa. Widzę łąkę i słońce.
- panno Mandy, proszę się uspokoić- odzywa się nieznajomy. mam już tego dość. jestem zła i zmęczona, skoro nie chcą mi się pokazać nie będę ich szukać na siłę. kładę się na polanę, zwijam w kłębek i zasypiam.

Próbuje się przeciągnąć, ale nie mogę ruszyć prawą ręką ani szyją. lewą ręką dotykam szyi. mam coś dziwnego założonego. Kołnierz?
- panie doktorze- słyszę jakiś szept.
ciche szuranie i szmer.
- panno Benitez, proszę otworzyć oczy- słyszę polecenie.
delikatnie uchylam powieki. nade mną stoi mężczyzna ubrany w biały kitel. to chyba lekarz. patrzę na swoją prawą dłoń. już wiem czemu nie mogłam jej unieść. jest w gipsie. zaczynam domyślać się gdzie jestem, to szpital. patrzę nieufnie na mężczyznę.
- proszę się nie bać, jest pani w szpitalu a ja jestem pani lekarzem. już teraz wszystko będzie dobrze, najgorsze już za nami panno Benitez.
- Benitez? - do kogo on mówi?
Na jego twarzy pojawia się dezorientacja.
- Naomi Benitez. Pani to Naomi Benitez.
- och tak, to ja zapomniałam.-  chyba jestem w szpitalu psychiatrycznym i ten pan próbuje mi wmówić coś co nie jest prawdą. przytakuję dla świętego spokoju. - co ja tu robię?
- miała pani wypadek samochodowy. leżała pani 3 tygodnie w śpiączce.

- wypadek? jaki wypadek? -
- pijany kierowca uderzył w panią na chodniku.
zaczynam się stresować. Nic nie pamiętam. Serce zaczyna mi bić szybciej. Oddech też przyśpiesza. Przy łóżku pojawiają się Mandy i jakieś nieznane mi osoby.
- siostro, proszę dać pannie Benitez coś na uspokojenie.- woła w przestrzeń- proszę się uspokoić- mówi do mnie łagodnie.
Próbuje, ale nie potrafię. Nie wiem co się stało i kim są Ci ludzie.
- Naomi, proszę Cię już wszystko dobrze, wszystko będzie dobrze, jesteś z nami, już teraz będzie dobrze- odzywa się moja przyjaciółka.
- Mandy, ale ja nic nie pamiętam- płaczę.
- spokojnie, z czasem odzyska pani pamięć, za kilka dni będzie pani mogła wrócić do domu i tam powinna pani przypomnieć sobie wszystko. zostawię państwa, na razie jestem tu zbędny- mówi lekarz i wychodzi z sali.
- mnie chyba pamiętasz, co?- odzywa się chłopak stojący najbliżej mnie. Ma kręcone brązowe włosy i oczy w takim samym kolorze. Patrzę na niego przez dłuższą chwilę po czym kręcę głową.
- nie pamiętam- mówię szeptem. W jego oczach pojawiają się łzy. - przepraszam- dodaję nieśmiało.
- Skarbie, to nie Twoja wina... nie twoja wina- mówi cicho po czym całuje mnie delikatnie w czoło.
Skarbie? Czemu on tak do mnie mówi? Coś nas łączy czy może tak się do siebie zwracamy? Wszyscy na mnie patrzą. Czuję się nieswojo. Jak okaz w zoo. Proszę, przestańcie na mnie patrzeć. Proszę.
- Mandy, jestem zmęczona, nie chciałabym być niemiła, ale chciałabym się zdrzemnąć- mówię.
- oczywiście, już dajemy Ci odpocząć.- odpowiada Mandy i chłopacy zaczynają wychodzić z sali.
- Man?- dziewczyna odwraca się- zostań ze mną. proszę.
- jasne, tylko dam znać chłopakom.
Wychodzi na korytarz i za chwilę wraca do mnie. zamyka drzwi i siada przy moim łóżku.
- opowiedz mi proszę, co się wydarzyło.
- Naomi... w tym momencie to nie jest dobry pomysł. powinnaś odpocząć. porozmawiamy jak poczujesz się lepiej.
- okey... a Ci chłopacy? kim byli? Tyle chyba możesz mi powiedzieć.
- to nasi przyjaciele, Louis, Liam, Zayn, Niall i Harry. A teraz koniec pytań, zaśnij.
- ale będziesz tu przy mnie jak się obudzę?
- będę, nie zostawię Cię.- odpowiada i łapie mnie za rękę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz